Znajdź nas na

Newsy

RECENZJA: Nowe oblicze Greya

Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego konserwatyzmu. Drażniący się z widzami na całym świecie kinem dojmująco słabego smaku – językiem najpoczytniejszego brukowca wykładającym pragnienia, tak pożądane przez kapitalistyczne społeczeństwo. Grey zawładnął umysłami kobiet – mężczyzn zmusił do potulności i podporządkowania się damskim gustom filmowym. Jest zatem seks w wielkim mieści, są też wszystkie pieniądze świata – oto „Nowe oblicze Greya”.

U bohaterów bez zmian – pławią się w luksusach, a ich naczelną podnietą (naturalnie, tuż obok wzajemnej bliskości) staje się płytkie przywiązanie do wartości materialnych. Podobnym podejściem kierowali się zresztą twórcy filmu. „Nowe oblicze Greya” to niekończąca się reklama – czasem ekskluzywnych samochodów (jazdy pośród leśnych bezdroży – protagoniści uśmiechnięci od ucha do ucha), innym razem marki lodów (twórcy lokują produkt nawet w scenie seksu). Pośród całego prestiżu, widowisko znów staje się ekskluzywną, choć mało wyrafinowaną bajką z pieprzykiem dla dorosłych.

Śmiało można wskazać, że kwintesencją irracjonalnego konsumpcjonizmu jest tutaj scena, w której bohaterowie przerywają wielogodzinną wędrówkę po górskim szlaku, by w pobliskim miasteczku przymierzać ekskluzywne sukienki.

kadr z filmu „Nowe oblicze Greya”

Paradoksem trzeciego „Greya” staje się warstwa względnej pruderyjności, kryjąca się pod globalną reformą seksualną. W zetknięciu z amerykańską „Sztuką kochania” – a co za tym idzie, kamasutrą i akcesoriami rodem z gimnazjalno-pertensjonalnych mokrych snów – postawiony zostaje pierwszoplanowy motyw małżeństwa. Wszystko działa tu bardzo konserwatywnie i po Bożemu – aż dziw bierze, że w tym rodzaju bajki bohaterowie sięgają po wyuzdane kajdanki, by już w kolejnej scenie rozmawiać o wartościach ich relacji małżeńskiej oraz o tworzeniu rodziny.

W warstwie fabularnej trzecia odsłona filmu wciąż stanowi ten sam (ciężkostrawny, zdaniem krytyków – doskonały, zdaniem konsumpcyjnych mas) bigos eskapistycznych resztek po „Zmierzchu” oraz „Seksie w wielkim mieście”. Produkcja nie kreuje wiarygodnych sylwetek – utożsamia raczej erotyczne potrzeby współczesnego konsumenta. Twórcy już w pierwszych 5 minutach odhaczają każdą kliszę gatunku melodramatycznego (Paryż – miasto miesiąca miodowego, randka w deszczu, słodycz) jasno dowodząc kierunku swoich fabularnych podbojów. Franczyza „Greya” daje bowiem upust dławionym żądzom współczesnego społeczeństwa – to weneckie zwierciadło skrytych pragnień damskiej części publiczności (narracja nieprzypadkowo poprowadzona zostaje z perspektywy Anastazji).

Swoją drogą, w dobie współczesnych mód i poprawności politycznych, w momencie gdy nawet franczyza „Gwiezdnych Wojen” podbita zostaje przez feministyczne upodobania Hollywoodu, irracjonalnym i groteskowym staje się fakt, że największą sławą nurtu miłosnego cieszy się cykl o Uległej, zakutej w kajdanki, pod władzą męskiego dominanta.

kadr z filmu „Nowe oblicze Greya”

Nie oczekujmy zbyt wiele od „Nowego oblicza Greya” – twórcy popełniają każdy błąd poprzednich części serii. Fabuła znów staje się pretekstem do lokowania produktów oraz epatowaniem pikantnym erotyzmem. Aby choć trochę uatrakcyjnić monotonię ukazanej perwersji (xbhcx potrafi znudzić nawet scenami seksu), twórcy decydują się wpleść do produkcji wątki thrillera. Innym razem podkreślają atmosferę grozy oraz wyperswadowane napięcie całej historii wprowadzeniem sekwencji koszmaru sennego – w depresję wpadłby po nim nawet Freddy Kruger.

Trylogia „Greya” – podobnie jak ostatnie tytuły Patryka Vegi – unaoczniła smutną prawdę o współczesnym konsumencie przemysłu filmowego. Prawdopodobnie dlatego cykl znalazł sobie tak wielu wrogów.

Moja ocena: 3/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Newsy