Znajdź nas na

Newsy

RECENZJA: Paradoks Cloverfield [NETFLIX]

recenzja, paradoks cloverfield, kosmos, netflix, cloverfield

Jest źle. Franczyza „Cloverfield” zaliczyła poważną wpadkę, która może drastycznie odbić się na dalszych losach serii. „Paradoks” jest bowiem dziełem nielogicznym i chaotycznym – traktującym widza protekcjonalnie i naiwnie. To mdła kompilacja najgorszych motywów z zeszłorocznego „Life” oraz nowych części „Obcego”.

Zarówno bohaterowie, jak i widzowie, błądzą na oślep w meandrach irracjonalnych wątków „Paradoksu”. Twórcy zdecydowali się bowiem na wyjaśnienie tajemniczych zjawisk z poprzednich części. Znakomita aura tajemnicy związana z gigantycznym potworem („Projekt: Monster”) oraz lądowaniem statków obcych („Cloverfield Lane 10”) rozwiana została naukowym bełkotem o akceleratorze cząstek, zderzeniu się bliźniaczych wymiarów i ogólnym słowotoku, brzmiącym jak parodia dialektu astronautów.

recenzja, paradoks cloverfield, kosmos, netflix, cloverfield

kadr z filmu „Paradoks Cloverfield”

Scenopisarski duet (Oren Duziel, Doug Jung) nie odrobił zadania – jeśli opowiadać o zetknięciu się dwóch wymiarów, to tylko po seansie „Stranger Things”. Jeśli sięgać po klisze kina grozy, to umiejętnie – z finezją i wyczuciem. „Paradoks” łączy w sobie motywy ghost story, slashera, thrillera psychologicznego oraz szalonego flow rodem z „Martwicy mózgu” (przeklęta scena z ręką, po której widz zatraca wiarę w oglądany tytuł). Skonfundowany odbiorca – choć początkowo zainteresowany fabułą produkcji – szybko zdaje sobie sprawę, że tym razem twórcy uraczyli go drażniącym kinem klasy B.

Problem polega na tym, że każdy z poprzednich tytułów opowiadał autonomiczną historię – motyw kontinuum, wzajemnej korespondencji pomiędzy częściami odbywał się na dalszym planie. Twórcy nie eksponowali związku między „Projekt: Monster” i „Cloverfield Lane 10”, pozwalając widzom na ich własne interpretacje czy teorie spiskowe. „Paradoks” kładzie kawę na ławę i jeszcze ją rozlewa – w wyniku tego szklanka pozostaje w połowie pusta, resztę stanowią fusy.

Tytuł planowany był jako kinowy przebój (tak, jak miało to miejsce z poprzednimi odsłonami serii). Niestety, efekt końcowy okazał się tak słaby, że „Paradoks Cloverfield” znienacka wylądował na platformie Netflix. I jasne, w porównaniu z większością pełnometrażowego kontentu serwisu, „Pardoks” to nadal niezłe kino. Nie dobre – po prostu niezłe (dużo robią efekty specjalne, utrzymane na odpowiednim poziomie). Gorzej, gdy widz zaznajomił się z poprzednimi odsłonami. Wtedy „Paradoks” nabiera rozmiarów nieziemsko nieśmiesznego żartu.

recenzja, paradoks cloverfield, kosmos, netflix, cloverfield

kadr z filmu „Paradoks Cloverfield”

Tak, to kolejny film o załodze kosmiczne statku, która w wyniku niebezpiecznego eksperymentu zostaje zmuszona do walki o przeżycie. Problem polega na tym, że do końca nie wiadomo, co zabija astronautów – i nie chodzi mi tutaj o przewrotną fabułę rodem z kryminałów Agathy Christie. Kolejne postacie zostają wyeliminowane, gdy któryś ze scenarzystów stwierdza, że bohater nie przyda się w dalszej historii. Nie szukajcie wnikliwszego powodu ich śmierci – szkoda na to czasu.

Tym bardziej, że bohaterowie filmu to ekipa wydmuszek, zachowujących się w przestrzeni kosmicznej jak banda dzieciaków w piaskownicy wypełnionej ruchomymi piaskami. Ich charakterologia ogranicza się zazwyczaj do jednego słowa. Na małym ekranie gości zatem kapitan, spokojny-religijny, Japonka, arogancki socjopata, Daniel Brühl (brak cechy – rola gwiazdy w materiałach promocyjnych „Paradoksu”), złota rączka oraz kobieta, która straciła dzieci. Nudni bohaterowie w nudnej fabule skutkują przeniknięciem się dwóch wymiarów nudy – skutki takiej fuzji mogą okazać się katastrofalne.

Na wczesnym etapie zapowiedzi filmu sądziłem, że ulokowanie bohaterów na międzynarodowej stacji kosmicznej zapewni błyskotliwy komentarz społeczny (każdy astronauta pochodzi z innego kraju). Ale nie – twórcy sięgają wyłącznie po klisze, zatem nie ufa się Niemcowi, a Rosjanin to socjopatyczny czubek.

recenzja, paradoks cloverfield, kosmos, netflix, cloverfield

kadr z filmu „Paradoks Cloverfield”

Każdy film wchodzący w skład „Cloverfield” osadzony jest w autonomicznej konwencji. Twórcy żonglowali przy tym poszczególnymi nurtami, łącząc found footage z monster movie i klaustrofobiczny thriller psychologiczny z kinem SF o inwazji obcych. „Paradoks” może pochwalić się estetyką horroru SF, zmieszanego z konwencjonalnym bigosem licznym naleciałości i stylistyk. Trochę tu „Obcego”, trochę „Ukrytego wymiaru”, na deser psychopata z „Lśnienia” – niestety, żadna z tych cegiełek nie lepi się z poprzednią. W efekcie powstaje złudna konstrukcja niwecząca całą franczyzę.

Właściwym paradoksem filmu staje się dopuszczenie do realizacji tak złego tytułu jako bezpośredniego kontynuatora (czy bardziej prequela) wyśmienitego „Cloverfield Lane 10”.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Newsy