Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Jumanji. Przygoda w dżungli

Plastik, kicz i penis jokes. Każdy, kto pod wpływem nostalgii postanowił udać się na kontynuację „Jumanji” z 1995 roku, przeżył prawdopodobnie niemałą terapię wstrząsową. Franczyza nie stanowi już sentymentalnego kina familijnego – swoją treść dostosowała do mniej wymagającego targetu komedii pokroju „American Pie”. Przaśny żart spod budki z piwem i odstręczający szowinizm – na tym stoi tegoroczna „Przygoda w dżungli”.

Bohaterowie „Jumanji” A.D. 2017 nie grają już w gry planszowe – ich fascynację przykuwa natomiast cyfrowy, multimedialny świat dla niewybrednych klisz wieku nastoletniego, znaleziony w ciemnym kącie szkoły. Nerd, sportowiec, lalunia i outsiderka zostają wessani do gry komputerowej i choć początkowo wydaje się, że konwencja „Przygody w dżungli” poprowadzona zostanie poprzez parodystyczne rejony igrania z cyfrowym medium, nic bardziej mylnego. Czwórka scenarzystów woli zamęczyć widza dowcipem z okolic pasa i krocza – to na nim skupia się cała esencja filmu.

Postmodernistyczna rekonstrukcja medium gier komputerowych kończy się tak szybko, jak tylko się zaczęła. Widz prędko zdaje sobie sprawę, że motyw cyfrowego świata został wprowadzony do filmu tylko po to, by usprawiedliwić przytłaczający banał fabuły. Czterech scenarzystów? Film przypomina amatorski fan fiction nagryzmolony w trakcie mało angażującej lekcji w gimnazjum.

Z drugiej strony ilość autorów oraz chaotyczna konwencja fabuły wskazują z jakimi problemami zmagał się film w trakcie produkcji. Wśród scenarzystów wyszczególnić można duet Erika Sommersa i Chrisa McKenna, wcześniej pracujących nad „LEGO. BATMAN” – cyniczny, rekonstrukcyjny charakter płynie im zatem we krwi. Tak też jest z filmem – przerysowany sposób zobrazowania bohaterów gry „Jumanji” (olbrzymi Dwayne „The Rock” Johnson, hiper-atrakcyjna Karen Gillan itd.), ironiczne podejście do motywu cut-scenek i prostota fabularna mogły złożyć się na gigantyczną satyrę świata gier komputerowych. Niestety, „Przygoda w dżungli” wpada w pewnym momencie w schizofreniczny obłęd – z wyśmiewanej konwencji tworząc własne clue opowiadanej historii.

Wydaje się, że twórcy napisali wstępny zarys historii tuż po ciepłym przyjęciu „Jumanji” w 1995 rok. Z pewnych przyczyn nie został on wtedy zrealizowany – przeleżał na półce blisko 22 lata, by finalnie ujrzeć światło dzienne w 2017 roku. Skąd moje podejrzenia? Kolekcja klisz, która przetacza się przez „Jumanji 2” idealnie oddaje duch blockbusterowego kina lat 90. – można to zauważyć już na poziomie łatek, przypisanych poszczególnym bohaterom.

Fizyczna aparycja „The Rocka” na zawsze wpisze go w amerykański nurt pustych i próżnych produkcji, gloryfikujących kult perfekcyjnego ciała. Tak było w przypadku tegorocznego „Baywatch. Słoneczny patrol” – podobnie dzieje się z „Przygodą w dżungli”. O ile jednak budowa Johnsona prowadzi do kilku zabawnych gagów, tak Karen Gillan staje się erotyczną lalką tej produkcji. Szowinizm sięga niesmacznie wysokiego poziomu w sposobie jej obrazowania (zbliżenia na pośladki, permanentnie odsłonięty brzuch) oraz wykorzystania fabularnego – 15 minut filmu poświęcone zostaje sekwencji, w której kobieta uczy się podrywać mężczyzn (ostatecznie tańczy przed nimi frywolny taniec).

Nie bawi Was ero-szowinizm? A co powiecie na nieśmiertelny żart o atrakcyjnej dziewczynie, która trafia do ciała pulchnego i zarośniętego mężczyzny? Wokół tego dowcipu zawiązane zostaje 40% fabuły – ostatecznie gag zostaje przerzuty i połknięty dostateczną ilość razy, by budzić wstręt już od pierwszych kwestii, padających z ust Jacka Blacka.

Kolekcję plastikowych schematów dopełnia występ Kevina Harta w roli klasycznego Murzynka-błazenka.

Nawet jeśli każda z postaci została celowo wyolbrzymiona do nienaturalnie przerysowanych rozmiarów, motyw ten nie zostaje ograny w pełni swobodnie i subtelnie – bohaterowie zawieszenie zostają między wspomnianą rekonstrukcją konwencji, a frywolną trywializacją omawianych stereotypów kina popcornowego.

Twórcy przyprawiają kliszę kliszą, nie bacząc na dobry smak produkcji. Wyśmienite kino familijne sprzed 22 lat zostało przyodziane w kiczowaty strój błazna, którego repertuar skeczy kończy się na materialnej fascynacji ciałem. Fabuła zepchnięta zostaje na trzeci plan, ustępując miejsca kolekcji obraźliwych stereotypów. Sama konwencja sięga zresztą wysokobudżetowego kina klasy B – blisko mu do serii „xXx” oraz „Obcego kontra Predator”. „Jumanji. Przygoda w dżungli” to pewny kandydat na miejsce piątkowego hitu na Polsacie.

Szkoda, bowiem w całym tym rubasznym i obraźliwym festiwalu żenady trafiło się kilka zabawnych dowcipów, a i sam pomysł rekonstrukcji gry komputerowej wydawał się intrygującym chwytem. Cóż, twórcy wybrali bardziej asekuracyjną ścieżką, lądując na fabularnej mieliźnie premier 2017 roku.

W bieżący weekend „Król rozrywki” może być tylko jeden…

Moja ocena: 3/10

Film trafił na ekrany polskich kin 29 grudnia.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...