Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Dżungla (2017)

Na Święta polski dystrybutor, Kino Świat, każe widzowi przenieść się do niebezpiecznej, boliwijskiej dżungli. Zapomnijcie jednak, aby film stanowił zapierającą dech w piersiach, survivalową przygodę – to rozlazła ciekawostka pseudobiograficzna, powstała na gruncie pulpy z aspiracjami do kina psychologicznego. Niestety, od zaprezentowanej dżungli bardziej niebezpieczny wydaje się miejski skwer w piątek o północy.

Greg McLean od ponad 10 lat zaangażowany jest w realizację średniobudżetowego kina grozy – „Dżungla” jest pierwszym znaczącym krokiem, kierującym go w stronę widowiska względnie realistycznego i prawdziwego. Niestety, gruboskórna toporność fabuły i brak subtelności w stosunku do opowiadanej historii tworzą dzieło rozlazłe i grinczowe – twórca na próżno próbuje włamać się do umysłów swoich bohaterów, podczas gdy ci ich myśli i charakter stanowią białą kartkę w scenariuszu „Dżungli”.

Film podzielić można na dwie części – w pierwszej, widz zaznajamia się z losami czworga bohaterów, którzy wspólnie ruszają na łono natury. Nie wiedzą, że pasjonująca przygoda ich życia w otoczeniu dzikiej i nieprzyjaznej fauny i flory szybko okaże się największym koszmarem, któremu musieli stawić czoło. Widowisko nie jest może dziełem złym do szpiku kości, jednak nic nie męczy bardziej, niż puste frazesy padające z ust postaci – twórcy byliby łaskawsi, realizując swoje produkcje w konwencji kina niemego.

Na właściwą część widowiska, przychodzi czekać odbiorcy do połowy trwania „Dżungli” – wtedy dopiero rozpoczyna się seans jednego aktora, którego wykonawcą staje się Daniel Radcliffe. To jedyny bohater filmu – w przeciwieństwie do pozostałych postaci – którego charakterologia nie zostaje uwięziona w hollywoodzkim zestawie najtańszych, najbardziej płytkich i wyświechtanych kinematograficznych klisz. Niestety, urok widowiska pryska również w tym wątku, wraz z decyzją o skrajnej subiektywizacji narracji – gdy Greg McLean, w oparciu o scenariusz Justina Monjo, wprowadza do produkcji scenę retrospekcji, widz zdaje sobie sprawę, że przyszło mu obcować z psychologicznym kinem klasy B.

Z drugiej strony nie można oprzeć się wrażeniu, że Radcliffe o wiele lepiej czuje się na łonie południowo-amerykańskiej, dzikiej natury niż w zimnych murach Hogwardu. Już wcześniejszy film aktora, „Swiss Army Man”, rozgrywał się w podobnej scenerii. W „Dżungli” Radcliffe z pewnością nie przeżywa kreacji życia – jego rola ratuje jednak widowisko przed zupełnym wykarczowaniem go ze świadomości odbiorcy.

Niestety – scenopisarska prostota sprawia, że widmo postkolonializmu wydziera się niemal z każdej strony produkcji, tym bardziej uwypuklając amerykański kompleks narodowy. Biały człowiek wyraźnie góruje nad rdzennymi, cywilizowanymi mieszkańcami dżungli – lepiej radzi sobie nawet w obliczu niekorzystnej aury przyrody. Widmo idealizacji poczynań pierwszych kolonizatorów, jakie osiadło na gatunku westernu, teraz gwałtownie skręciło w stronę kina przygodowo-biograficznego (zamieniając przy tym dziki step w podmokłą dżunglę).

Fabuła filmu wydaje się nieporadna do tego stopnia, że daje się ją streścić w trzech zdaniach – historia w żaden sposób nie nadrabia przy tym formą przekazu. Irracjonalna wydaje się 10-minutowa ekspozycja, poświęcona powierzchownej charakterystyce każdej postaci (nawet bohaterce, która nigdy więcej nie powróci do produkcji). Później „Dżungla” ugina się pod podmuchami nudy i wtórności (film trwa męczące 2 godziny).

Jeśli pragniecie przeniknąć do malowniczej dżungli, pełnej barwnych detali i rozbudowanej płaszczyzny fauny i flory – sięgnijcie po „Księgę dżungli” Jona Favreau. Jeśli oczekujecie solidnej dawki survivalowych wrażeń – otworem staje przed Wami „Szkoła przetrwania” wiadomego Beara Gryllsa. Jeśli z kolei pragniecie przeżyć niebezpieczną przygodę w tropikach z wyrazistymi bohaterami podążającymi śladem fatum i drogą marzeń – wymarzoną pozycją będzie dla Was „Zaginione miasto Z”. „Dżungla” czerpie z wielu estetyk – niestety, w żadnej się nie realizuje.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...