Znajdź nas na

Zwiastuny

Jakub Gierszał: „Każdy film to nowa przygoda” [WYWIAD]

W 2017 roku na ekrany kin trafiły aż cztery filmy z udziałem Jakuba Gierszała. Każdy różni się od poprzedniego, charakteryzując się odmienną kreację aktora. O swoim podejściu do świata filmu, osobistych odczuciach i ciekawostkach z planów zdjęciowych opowiedział nam Jakub Gierszał.

KLAUDIA STOKOWSKA: Ostatnio zagrał Pan wiele zróżnicowanych ról – równocześnie nie można wykazać pańskiego określonego emploi. Pojawił się Pan w roli Niemca w filmie „Zgoda”, jak również Polaka, aspirującego do bycia Niemcem, w „Pomiędzy słowami”. Do tego jeszcze rola sportowca w „Najlepszym”. W jaki sposób potrafi Pan, tak szybko przeistaczać się i wcielać w kolejne postacie, tym samym kreując je w tak znakomity sposób?

JAKUB GIERSZAŁ: To nie było tak do końca szybko, bo myśmy te trzy projekty kręcili na przestrzeni dwóch lat… Może nawet trochę więcej niż dwa lata. Posiadałem zatem trochę czasu, żeby się przygotować. Każdy z tych projektów różni się od siebie – posiada inny gatunek oraz skierowany został do zróżnicowanego odbiorcy. „Najlepszy” jest bardziej komercyjny, nastawiony na szerszą publiczność i łatwiejszy komunikacyjnie niż „Zgoda”, która jest trochę trudniejszym filmem, wymagającym od widza pewnego rodzaju zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego. Takie rzeczy sprawiają, że każda praca nad rolą jest inna.

Nie dzielę tego przez pryzmat moich kreacji, a filmów, w których biorę udział i staram się być ich częścią. Dzięki temu dochodzę do tej finałowej – tak zwanej – roli, więc ten proces jest dla mnie najciekawszy. Tutaj, w tych trzech przypadkach, był zupełnie różny. „Pomiędzy słowami” też jest zupełnie innym typem kina – to film autorski, o osobistej problematyce reżyserki. Nie dywaguje nad historycznymi faktami jak „Zgoda”, ani nie jest tak uniwersalny, jak „Najlepszy”.

 

KS: Pierwsze lata życie spędził Pan w Niemczech. Teraz z kolei pojawiły się role notabene niemieckie. Do tego, czytałam w któryś z wywiadów, iż wyznał Pan, że nigdzie nie czuje się u siebie. Jak to tak naprawdę jest z pańską tożsamością narodową? Czy da się ją jednoznacznie określić?

JG: Powiem Ci z własnego doświadczenia – gdy zmieniasz kraj zamieszkania, zwłaszcza w okresie dzieciństwa, poczucie przynależności faktycznie może zostać nieco zaburzone. Na swój sposób czuję się obco zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Myślę, że jest to wspólny mianownik wszystkich osób, które decydują się na wyjazd.

W moim przypadku było inaczej, niż przy okazji bohatera „Pomiędzy słowami” – w pewien sposób on sam decydował o swoim losie. Ja byłem dzieckiem. Decyzja została podjęta bez mojego zdania. Nie miałem na nią wpływu. To zmienia perspektywę.

Oczywiście, musiałem przystosować się do nowego społeczeństwa – im dłużej żyję, tym bardziej odczuwam tego skutki. Czuję w sobie rodzaj pewnego wyobcowania. Wydaje mi się, że dzieje się tak, gdyż decyzja o przeprowadzce nastąpiła w najbardziej newralgicznym momencie mojego życia. Wciąż nie potrafię ustalić, gdzie czuję się jak w domu, do jakiego kraju przynależę. To stale kształtuje się we mnie.

Kadr z filmu „Pomiędzy słowami” reż. Urszula Antoniak

 

KS: Wracając do samych ról, czy są one kwestią pojawiania się na castingach, czy też może szczęśliwym trafem?

JG: Bywało różnie. W przypadku „Najlepszego” brałem udział w castingu. W przypadku „Zgody” byłem na zdjęciach próbnych –  Maciek Sobieszczański zapowiedział, że widzi mnie w głównej roli, wcześniej wolał jednak zrobić kilka próbnych zdjęć. Wygląda to inaczej, niż w przypadku castingu, gdzie wchodzisz na scenę od zera.

„Pomiędzy słowami” to z kolei projekt, przed rozpoczęciem którego, w 2012 roku, zadzwoniła do mnie Ula [red. Urszula Antoniak]. Zmieniono pode mnie wiele aspektów filmów. Na przykład: produkcja rozgrywa się w Berlinie, a nie w Amsterdamie. W oryginale akcja filmu osadzona została w Holandii – tam też żyje jego autorka. Gdy dowiedziała się, że mówię po niemiecku, zdecydowała się ulokować fabułę w Niemczech. W tym wypadku obeszło się bez castingu. Wiele zależy od reżysera. Ula doskonale wie, co chce osiągnąć danym filmem, dlatego nie współpracuje z reżyserami obsady.

Każdy film to nowa przygoda.

 

KS: Czyli pierwotnie miał Pan zagrać Holendra, mówiącego po holendersku?

JG: Nie, bo wtedy nie mógłbym wcielić się w tę rolę. To był tylko pierwotny pomysł na film, by osadzić jego akcję w Holandii.

 

KS: Jeszcze ostatnie pytanie, dotyczące „Geniuszy”. To film z pańskim udziałem, który nie miał jeszcze premiery. Czy mógłby pan powiedzieć coś więcej o widowisku i swojej postaci?

JG: Trudno mi powiedzieć cokolwiek, prócz tego, że wcielam się w postać Stanisława Ulama, matematyka polskiego pochodzenia. Musimy zobaczyć, co przyniesie czas… Zanosi się na to, że projekt powstanie i wszystko będzie dobrze. Natomiast nie chcę wychodzić przed szereg.

O filmie dało się już usłyszeć, gdyż producenci zdecydowali, aby go promować. Projekt znajduje się obecnie w formie przygotowawczej – rozmawiamy o nim, pracujemy nad scenariuszem. Ja sam zaznajamiam się z postacią Ulama. Zdjęcia mają ruszyć w przyszłym roku, na wiosnę.

 

Z niecierpliwością czekamy zatem na kolejny film z udziałem Jakuba Gierszała.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Zwiastuny