Znajdź nas na

Recenzje

CINERGIA: The Disaster Artist

James Franco wciela się Tommy'ego Wiseau

The Disaster Artist” – fenomen na współczesnym rynku kinematograficznym, podbijający serca fanów i krytyków. Szczery i bezpretensjonalny. Opowiadający o wielkich marzeniach i trudach funkcjonowania w hollywoodzkiej branży. James Franco, realizując kinematograficzną laurkę, udowadnia, że produkcja filmu może być czystą zabawą, obdartą z komercyjnego zapotrzebowania twórców. Przy tym wszystkim rekonstruuje i od podstaw wznosi nieszablonową wizję american dream.

James Franco podjął się niełatwego zadania. Postanowił opowiedzieć o procesie powstania filmu, który w wielu środowiskach okrzyknięty został mianem najgorszego widowiska na świecie. Taka decyzja mogła poskutkować szyderczym podejściem do twórców „The Room”, tym bardziej, że jego aktor, scenarzysta, producent i reżyser jawi się jako persona tyleż tajemnicza, co… ekscentryczna.

Na szczęście wrażliwość Franco nie pozwoliła wpaść tej postaci w terytoria fałszywego zachwytu, podszytego kpiną. Twórca oddaje hołd Tommy’emu Wiseau, reżyserowi „The Room” – na piedestał wynosi jego pasję i upór w dążeniu do realizacji marzeń. Tym samym Franco szydzi z hollywoodzkiego wzoru od zera do milionera – z pychy, snobizmu i nadęcia, które rządzą kinematograficznym półświatkiem.

„The Disaster Artist” sprawdza się nie tylko jako znakomita 100-minutowa ciekawostka o intrygujących personach i niestandardowym procesie powstawania filmu. Znakomicie wypadają również dwie warstwy fabularne – z jednej strony widz uraczony zostaje szablonowym scenariuszem, na kanwie którego powstaje większość amerykańskich widowisk (mowa o podróży bohatera, opracowanej przez Josepha Campbella); z drugiej strony Franco drwi z krainy Hollywoodu, ukazując trudy funkcjonowania w filmowej branży. Obie płaszczyzny doskonale przeplatają się z sobą, tworząc ukrytą warstwę dojmującej ironii.

Nie trzeba jednak wnikać w system opracowany przez Campbella, by doskonale bawić się na „The Disaster Artist”. Historia Tommy’ego Wiseau okraszona zostaje uroczymi wzlotami i dosadnymi upadkami. Franco nie tworzy ze swojego bohatera istoty mesjańskiej, jak dzieje się to z większością protagonistów kina biograficznego (by przywołać chociażby „Przełęcz ocalonych”). Tytułowy katastrofalny artysta posiada swoje grzeszki i słabostki, ale ponad wszystko niesie w sobie marzenie i żadna przeszkoda na drodze nie przeszkodzi mu w jego realizacji.

Tommy Wiseau jest postacią na tyle ekscentryczną, że łatwo było go sparodiować. James Franco (fenomenalnie wcielający się w jego rolę – przy tym doskonale ucharakteryzowany) wydobywa zarówna humor, związany ze sposobem myślenia nietuzinkowego artysty, jak również jego dramat i brak zrozumienia w świecie rządzonym przez schematy.

Produkcję można odczytać również jako klasyczną historię męskiej przyjaźni – nieprzypadkowo na stanowisku producentów zasiedli tutaj Seth Rogen i Evan Goldberg, twórcy wyspecjalizowani w produkcji filmów tego typu (m.in. „To już jest koniec”).

Ostatecznie „The Disaster Artist” znakomicie odzwierciedla rzeczywistość – to właściwie jeden z głównych atutów produkcji. Twórcy doskonale zdają sobie sprawę z kultowego statusu, jakim szczyci się „The Room” – dokładnie odtwarzają większość scen z koszmarnie słabego pierwowzoru. Dokładnie zwracają uwagę na każdą jego wadę, wytykaną m.in. w satyrycznych programach na YouTube (by przywołać żartobliwą recenzję Nostalgia Critica). Równie znakomicie wypada charakteryzacja poszczególnych osób (inaczej, niż było to np. w „Najlepszym”, gdzie w postać umięśnionego Jerzego Górskiego wcielał się bądź co bądź szczupły Jakub Gierszał).

W „The Disaster Artist” znalazło się miejsce na emocje, kilka oczek, puszczonych w stronę znawców oryginału, życzliwy dowcip i męską przyjaźń. Widowisko nie próbuje opowiadać ważnej historii w wielkich słowach – swoją fabularną prostotę nadrabia doskonałym wyczuciem narracji.

Tytuł, opowiadający o najgorszym widowisku świata, „The Room”, okazał się jedną z najlepszych produkcji 2017 roku – to dopiero ironia losu…

Moja ocena: 8/10

P.S.: Film posiada znakomitą scenę po napisach – warto pozostać dla niej w kinowym fotelu kilka minut dłużej.

„The Disaster Artist” trafi do polskich kin 26 stycznia 2018 roku.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...