Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Zabicie świętego jelenia

Yorgos Lanthimos znów redefiniuje wizerunek ciała w formalnym języku kina. Choć „Zabicie świętego jelenia” sprzedawane jest przez dystrybutorów jako horror, daleko mu do wymogów tego gatunku. To kolejne dzieło greckiej nowej fali („Kieł”, „Attenberg”), w którym poziom meta wkrada się na płaszczyznę realnych doświadczeń ludzkich. Grek tworzy dla Amerykanów – ci pozwalają zachować mu jego autorski kunszt, równocześnie narzucając kilka łopatologicznych dopowiedzeń. Co z tego, skoro film w żadnym calu nie odstaje od reszty dorobku twórcy.

W „Zabiciu świętego jelenia” Lanthimos ściera ze sobą myśl humanistyczną z materializmem i konsumpcjonizmem. Igra z metafizyką, sferą sacrum oraz z mitologicznymi archetypami. Nie głosi manifestu – bardziej trwoży i przeraża. Jako tezę przewodnią Grek przyjmuje wizję deformacji ludzkiego ciała (daleką od gore-festu z „Piły”) oraz jej skutki. Sprawdza duchowość swoich bohaterów – ich definicję mięśni i krwi, nauki i niewyjaśnionego. Ani na moment nie wychodzi z twórczej formy, którą zaprezentował w kontrowersyjnym „Kle”.

Steven (Colin Farrell), Anna (Nicole Kidman) oraz dwójka ich dzieci przesączeni zostają kapitalistyczną myślą bogatych Amerykanów. Dialogi prowadzone w kręgu bliskich (rodziny i przyjaciół) funkcjonują wyłącznie na poziomie rzeczy materialnych – tematem rozmów stają się drogie przedmioty, usługi oraz wizyty w centrach handlowych. Sprzedaż i kupno wyznaczają ich status oraz pustą, bardzo przyziemną percepcję na świat i życie – wszystko, co ludzkie, jest im jednak obce, mimo iż mąż i żona pracują w szpitalu. Zgorszenie budzą humanistyczne tematy, takie jak pierwsza miesiączka córki.

Bohaterowie prawie nie przejawiają emocji, są skrajnie wyprani z uczuć, boją się bliskości. Syn Stevena pyta się nawet o pozwolenie, by móc przytulić ojca.

Wszystko zmienia się, gdy do ich domu – niczym wampir – zaproszony zostaje tajemniczy gość. Staje się on fascynacją dzieci, równocześnie kontrastując ze światopoglądem całej rodziny. Figuratywnie i rzeczowo przybysz ucieka w świat metafizyki, której nie może pojąć Steven – chirurg ślepo oddanym przedmiotom (opracowuje nawet technologię, potrzebną przy operacji serca, by oddalić się od obcowania z ludzkim ciałem).

W zabiegu wprowadzenia elementu metafizycznego w bardzo namacalny świat przedstawiony można doszukiwać się autotematycznego cynizmu Lanthimosa. Po sukcesie, jakim okazał się „Kieł” oraz anglojęzyczny „Lobster”, reżyser stworzył widowisko dla amerykańskiego studia. „Zabicie świętego jelenia” jest zatem groteską na hollywoodzki przemysł filmowy – bazujący na komercyjnym zapotrzebowaniu odbiorcy, daleki od wymogów greckiej nowej fali. Oba kinematograficzne nurty ścierają się w warstwie fabularnej produkcji.

Z drugiej strony Lanthimos igra ze sferą sacrum – moment operacji na otwartym sercu podkreślony zostaje sakralnym chórem. Sam nastolatek, który nawiedza rodzinę, w pewnym momencie obarczony zostaje motywem mesjańskim – niezrozumienie jego metafizycznych zdolności prowadzi do linczu, ale też do biblijnych parafraz (scena obmycia ran i pocałunku stóp). Chłopiec wyróżniony zostaje już na poziomie roli – podczas gdy inni bohaterowie nazwani zostają z imienia i nazwiska, postać grana przez Barry’ego Keoghana posiada wyłącznie imię Martin.

Ostatecznie twórca sięga jeszcze dalej w przeszłość sztuki i literatury, doszukując się archetypów swoich bohaterów w greckiej mitologii, a konkretnie w micie o królu Agamemnonie oraz jego córce Ifigenii (na co wskazuje sam tytuł produkcji).

Od momentu przejścia reżysera i scenarzysty w anglojęzyczną strefę twórczą, jego filmy nabrały pewnej toporności. Finezja „Kła” i „Alp” zdławiona zostaje przesadnym estetyzmem obrazu – na szczęście sama fabuła (jak zawsze zrealizowana we współpracy z Efthymisem Filippou) broni się swoją wielowymiarowością. To w takim samym stopniu doskonała kino-metafora, co świetny horror psychologiczny, którego nie powstydziłby się sam Michael Haneke (podobieństwa można doszukiwać się zwłaszcza z „Funny Games”).

„Zabicie świętego jelenia” wstrząsa i skłania do refleksji – jak każdy film Yorgosa Lanthimosa, wrasta głęboko w psychikę odbiorcy. Krztusi i frustruje. Dławi sumienie i syci umysł. Nic dziwnego, że jury tegorocznego Cannes przymknęło oczy na zwieńczenie całej historii, nagradzając obraz Złotą Palmą w kategorii najlepszego scenariusza.

Moja ocena: 8/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...

  • winchester, dom duchów, duch, gotyk, horror, kino grozy, film, kino, bracia spierig winchester, dom duchów, duch, gotyk, horror, kino grozy, film, kino, bracia spierig

    RECENZJA: Winchester. Dom duchów

    Kultowa wytwórnia Hammera znów przenosi odbiorców w czasy gotyku – deski nawiedzonych domów skrzypią,...

  • film polski, recenzja, kino, film, życie, miłość, produkcja, kinga dębska film polski, recenzja, kino, film, życie, miłość, produkcja, kinga dębska

    RECENZJA: Plan B

    Kinga Dębska znów zasiadła przed reżyserską konsoletą, wygrywając najrzewniejsze i najckliwsze melodie filmoznawcze. „Plan...