Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Nie jestem twoim murzynem

Rasizm jawi się jako amerykańska trauma, stale powracająca w kolejnych powieściach, filmach czy utworach muzycznych. Raoul Peck zdecydował się zebrać całokształt społecznej patologii i nadać mu tok przyczynowo – skutkowy – ostatecznie jednak, mimo barokowego przepychu kolejnych informacji i poruszanych wątków, widz nie dowiaduje się z dokumentu niczego oryginalnego. „Nie jestem twoim murzynem” okazuje się rozdarty między duchową i emocjonalną potrzebą twórcy, dziełem informacyjnym oraz społecznym manifestem.

Nagromadzenie wątków spowodowane jest przepastną ilością źródeł archiwalnych, do których sięgają twórcy, by jeszcze skrupulatniej przeanalizować problem rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Za człon fabularny posłużyła tutaj nigdy nieopublikowana, niedokończona książka eseisty i powieściopisarza Jamesa Baldwina. Z drugiej strony Peck aplikuje w treść swojego dokumentu liczne materiały archiwalne – często służą one jako kolejna warstwa tematyczna, obrazowy komentarz do tekstu, czytanego patetycznym głosem Samuela L. Jacksona.

Zbyt wiele wątków, zbyt wiele informacji podawanych z prędkością karabinu maszynowego sprawia, że widz ani na moment nie może zagłębić się we własnych refleksjach.

Teraźniejszość i przeszłość. Popkultura i ruchy społeczne. „Nie jestem twoim murzynem” porusza się na wielu płaszczyznach tematycznych. Z jednej strony Peck podejmuje zagadnienie Czarnych Panter, by w następnej scenie zastanowić się nad wizerunkiem czarnoskórych aktorów w hollywoodzkim kinie klasycznym. Liryczny styl prozy uzupełnia się z dokumentalnym, chłodnym okiem kamery, ilustrującym kolejne zbrodnie na czarnoskórej społeczności Amerykanów.

Tym bardziej ciekawy wydaje się tutaj aspekt popkultury, potraktowany jako obrazowy język rozbudowanej grupy mieszkańców USA. Fragmenty filmów, takich jak „King Kong” czy „Chata wuja Toma” przedstawiają sposób ukazywania czarnoskórych postaci w amerykańskim kinie. Również późniejsze fragmenty reality show zza wielkiej wody komentują potrzeby tamtejszych odbiorców, stygmatyzując ich agresję i nienawiść.

Film posiada w sobie patetyczny ładunek – nie ma się co dziwić, nawet dziś czarnoskóra społeczność, zamieszkująca USA, musi zmagać się z problemem dyskryminacji. Peck w doskonały sposób zestawia współczesne realia z wydarzeniami sprzed kilku dekad – dzięki wprawnemu oku reżysera nie tworzy się tutaj fabularny chaos. Na wielu płaszczyznach „Nie jestem twoim murzynem” jawi się zatem jako psychologiczna potrzeba części czarnoskórej widowni ze Stanów Zjednoczonych – krzta patosu była nie do uniknięcia.

Niestety, dokumentowi brakuje ciszy. Chwili wytchnienia dla myśli i odczuć, które nachodzą odbiorcę w trakcie trwania „Nie jestem twoim murzynem”.

Trudno dywagować o konieczności powstania tego dokumentu w momencie, gdy ukazana dysfunkcja jest stosunkowo obca polskiemu odbiorcy. Film wzbudził w USA skrajne opinie, co jasno wskazuje, że wciąż można mówić o nieuleczalnej nienawiści części amerykańskiego społeczeństwa – w ich żyłach nadal płynie krew bezlitosnych zdobywców kontynentu, z zimną krwią mordujących Indian, wyłącznie dla własnych potrzeb.

„Nie jestem twoim murzynem” został nominowany do Oscara w 2017 roku. Polityczne zajawki czy natłok informacji nie przyczyniły się do jego zdobycia. Film nie jest dziełem odkrywczym, erudycyjną odyseją – działa bardziej w warstwie emocjonalnej. Taka była zresztą wola twórców.

Dokument segreguje wiedzę odbiorcy i jeszcze szerzej otwiera mu oczy z niedowierzania, że człowiek człowiekowi zgotował taki los.

Moja ocena: 6/10

„Nie jestem twoim murzynem” trafi do polskich kin 1 grudnia.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje