Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Coco

Coco” niechybnie odstaje od poprzednich produktów współpracy Disneya z Pixarem (by wspomnieć fantastycznego „WALL-EGO” czy „W głowie się nie mieści”). Mimo to film nadal wart jest uwagi odbiorców – głównie za sprawą fenomenalnej animacji, dopracowanej w każdym calu oraz pikselu. To doskonały przewodnik po kulturze Meksyku i bardzo mierna historia o dążeniu do realizacji marzeń, na modłę poprzednich widowisk wytwórni.

Animacje Disneya można podzielić na dwie kategorie – z jednej strony twórcy produkują filmy osadzone w fikcyjnym świecie, poruszające bieżącą tematykę społeczną, skierowane zarówno do dzieci, jak i do dorosłych (m.in. „Zwierzogród”). Z drugiej strony powstają widowiska kulturowe – proste fabularnie, osadzone w nietypowym zakątku ziemi, przybliżające jego wierzenia i zwyczaje (tu za przykład posłużyć może „Vaiana”).

Oba nurty skumulowały się w kolorową i wartką rzekę przy okazji premiery „Coco”.

Meksyk jeszcze nigdy nie został zobrazowany w tak precyzyjny i barwny sposób – twórcy zaznaczają każdą cechę, charakteryzującą kulturę tego kraju. Swoje miejsce znajdzie tutaj wrestling oraz umiłowanie piłki nożnej – motywy te nie rzutują na fabułę, często stają się ciekawą, niemal turystyczną informacją, ulokowaną gdzieś na drugim planie.

Ponad wszystko twórcy skupiają się na Día de Muertos – meksykańskim Dniu Zmarłych. Kontrastuje on z innymi uroczystościami, znanymi chociażby z rodzimego kalendarza na listopad – jest spektakularny, przeobrażający turpistyczne motywy w festiwal barw i kolorów. Disney zamienia horror na sielankę – pomimo iż właściwie w każdej scenie pojawia się wizerunek czaszki, film ani na moment nie skręca w rejony kina grozy. A gdy główny bohater przedostaje się do świata umarłych wraz z bezpańskim psem Dante (mało subtelne nawiązanie do „Boskiej komedii”), wspomniana gama barw atakuje ze zdwojoną siłą.

Prócz tego w „Coco” podkreślone zostaje meksykańskie umiłowanie do muzyki i śpiewu – ten motyw staje się właściwie motorem napędowym całej produkcji.

Twórcy opierają się na przyjaznych kliszach, w kreowaniu wizerunku poszczególnych bohaterów produkcji – gorzej, gdy owe schematy wkradają się w przestrzeń fabularną produkcji. Jeśli widzieliście kilka wcześniejszych filmów wytwórni Disneya i Pixara bez trudu rozwiążecie całą intrygę w przeciągu pierwszych trzech sekwencji.

Na szczęście reżyser, Lee Urlich, doskonale zdaje sobie sprawę z emocjonalnych wartości medium, jakim jest kino. Twórca, wcześniej odpowiedzialny m.in. za „Toy Story 2” ani na moment nie zwalnia dynamiki produkcji, równocześnie wywołując u widza bogaty wachlarz odczuć.

Poza mierną fabułą, „Coco” to prawdopodobnie najdoskonalsza graficznie animacja komputerowa, jaka kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. Jej detaliczność wyszczególnia każdy płatek kwiatka, każdy szew ubrania i każdy włos na głowie bohaterów. Dodatkowo animatorom udało się uzyskać efekt cieczy, której stan skupienia i walory fizyczne oddają jej realne właściwości – ten zabieg wyszedł dotychczas nielicznym twórcom zarówno gier, jak i filmów. Aż dziw bierze, jak bardzo realistyczny wydaje się być komputerowy świat „Coco”.

Najnowsza animacja studia Disneya to bajka skierowana do najmłodszych – w bardzo prosty i sympatyczny sposób opowiadająca o relacjach w rodzinie oraz o trudach realizacji pasji. Bogata kulturowo i wizualnie – z drugiej strony ginąca w odmętach innych dokonań wytwórni, bardziej pasjonujących w warstwie fabularnej. „Coco” na sprawdzonych schematach zbudowano, niestety, znudzą one każdego widza, który wychował się na „Shreku”.

Moja ocena: 6/10

Film trafi do polskich kin 24 listopada.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...