Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Piła: Dziedzictwo

Zagrajmy w grę. Napiszę umiarkowanie pozytywną recenzję najnowszej odsłony „Piły”. Wy postaracie się mnie nie skrytykować, jeśli oberwało się Waszemu ulubionemu filmowi. Rozgrywka nie będzie szczególnie krwawa, podobnie zresztą, jak fabuła „Dziedzictwa”. Wybierzecie się na seans czy pozostaniecie w domu? Wybór należy do Was.

Twórcy „Dziedzictwa” zamieniają każdą negatywną cechę poprzednich części w znakomity superlatyw – równocześnie dobre strony serii wypadają tutaj bardzo blado i nijako. Szczęśliwie dla braci Spierig i reszty ekipy, franczyza torture porn słynie ze swoich wad, zatem halloweenowy seans „Dziedzictwa” staje się całkiem przyjemnym doświadczeniem, ulokowanym między grozą a suspensem.

„Piła 8” to pełnoprawny reboot na granicy kontynuacji. Akcja filmu dzieje się 10 lat po wydarzeniach z „Piły 7”, a fan franczyzy co kilka kroków potyka się o subtelne nawiązania do poprzednich części. Mimo to produkcja odcina się od bezpośredniego rozwijania motywów z siódemki – w zapomnienie odchodzi postać doktora Lawrence’a Gordona oraz innych pomocników Johna Kramera. Tytuł po raz kolejny rozbudowuje sylwetkę Jigsawa, wprowadzając nowe wątki zarówno w warstwie retrospekcji, jak i na teraźniejszej płaszczyźnie wydarzeń (m.in. w czeluściach darknetu założony zostaje portal poświęcony ideologii Kramera).

Transformacji nie ulega szkielet fabularny widowiska – znów obserwujemy dwa wątki, które stopniowo zazębiają się z sobą. W jednym z nich toczy się rozgrywka na śmierć i życie. Jej reguły po raz kolejny wyznaczone zostają przez mistrza gry, Jigsawa. Druga linia fabularna skupia się na kryminalnym śledztwie, prowadzonym przez nieciekawych detektywów.

Intrygującą wypada tutaj aspekt gry. Pete Goldfinger oraz Josh Stolberg zdecydowali się wprowadzić bardzo proste maszyny i mechanizmy, okaleczające ludzkie ciało. Tym samym widz nie koncentruje się tyleż na brutalnym gore feście, ociekającym gęstą posoką, co na charakterze postaci, ich czynach oraz próbach przeżycia. Niczym w pierwszej odsłonie cyklu, na główny plan wchodzi psychologiczny aspekt bohaterów – grzechy z przeszłości, które doprowadziły ich do punktu gry oraz niepojęta chęć życia, wyzwalająca pierwotne instynkty.

Dla twórców marki „Piła”, ludzkie ciało ogranicza się wyłącznie do plastycznej formy. To stale przeobrażający się kształt / materia, obdarzona instynktem samozachowawczym oraz zdolnością do snucia retrospekcji. Żywa forma znów połączona zostaje z industrialnymi elementami (koła zębate, dźwignie, łańcuchy) – w takiej fuzji powstają maszyny śmierci. Tyleż tu technokratycznego lęku przed rozwojem techniki, co moralnych dywagacji nad zbrodnią i karą.

Niestety, prostota mechanizmów często wiąże się z brakiem oryginalności. Scenarzyści sięgają do projektów z poprzednich odsłon, delikatnie je przetwarzając.

Intryga kryminalna wciąga od pierwszych scen. Jednak gdy widz posiada już nadzieję, że franczyza ma mu do zaoferowania coś więcej niż irracjonalne deus ex machina, grono podejrzanych gwałtownie zawęża się do czterech osób. Twórcy nie tłumaczą, dlaczego właśnie one brane są pod uwagę, jako potencjalni spadkobiercy ideologii Jigsawa. Widzowie z bólem (dobrego smaku) muszą zaakceptować taki stan rzeczy i wytrwać do żenująco słabego rozsupłania całej zagadki.

No właśnie, franczyza zasłynęła z intrygujących finałów każdego filmu. Twórcy ukazują w nich, w jaki sposób bawili się z percepcją odbiorcy, stosując gwałtowny twist fabularny. Zwrot akcji pod koniec „Dziedzictwa” jest najgorszym motywem, zastosowanym w 13-letniej historii serii.

Decyzja na reboot przysłużyła się franczyzie. W „Dziedzictwie” poczuć można nowe, świeże tchnienie, które naprawia niedoskonałości poprzednich odsłon. Twórcy odchodzą od stylistyki części 1-7 – porzucony zostaje chaotyczny montaż na skraju percepcji odbiorcy; dodatkowo w niepamięć odchodzą kolorowe filtry, nałożone na obraz, by podkreślić jego złowrogą atmosferę. Niestety, „Dziedzictwo” nadal posiada gigantyczne dziury fabularne. O ile traktuje się całą serię jako olbrzymi guilty pleasure, można na nie przymknąć oko.

Twórcy wygrali swoją grę z delikatnymi ubytkami na ciele – „Piła: Dziedzictwo” nie rozczarowuje, jednak po 7 latach nieobecności na ekranach kin można byłoby wskórać z nią coś znacznie ciekawszego. Tym bardziej, gdy na stanowisku producenta wykonawczego zasiada sam ojciec cyklu, James Wan.

Gra skończona.

Moja ocena: 5/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...