Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Thor: Ragnarok

Piorun w końcu uderzył! Trzecia odsłona przygód gromowładnego boga z nordyckiej mitologii rekompensuje chybione, poprzednie części serii. Czysty kamp spływa tutaj estetyką SF i fantasy, tworząc przepyszny kolaż obu stylistyk. Bohaterowie walczą na karabiny maszynowe, broń białą oraz kosmiczne lasery – kościotrupy łapią za oręż, Hulk sieje spustoszenie, a Asgardowi grozi nieuchronna zagłada. Całokształt tryska esencją komiksów oraz sennym marzeniem każdego fana kinowego uniwersum Marvela.

„Thor” z 2011 roku oraz „Thor: Mroczny świat” z 2013 nie cieszą się dziś szczególnie dobrą renomą wśród innych tytułów MCU. Nic dziwnego, że Kevin Feige wraz z ekipą Marvel Studios spróbował na swój sposób restartować franczyzę. „Ragnarok” wciąż jest pełnoprawną kontynuacją „Czasu Ultrona” oraz „Mrocznego świata” – odcina się jednak od ich konwencji i gwałtownie przerywa niewygodne wątki. Wszystko po to, by po raz kolejny zaprezentować szekspirowską intrygę w królestwie Asgardu – tym razem po brzegi wypełnioną dosadnym kampem.

Do projektu zaangażowany został twórca kina niezależnego, Taika Waititi, mający za sobą sukces „Co robimy w ukryciu?” oraz „Dzikich łowów”. Jego pewną, autorską rękę można zauważyć w większości scen „Ragnaroka” (szczególnie w warstwie dialogowej). Tym samym na jaw wychodzą fragmenty dokręcone na potrzeby całej historii MCU, a nie konkretnego, autonomicznego tytułu.

To podstawowy problem „Thora 3”. Kinowe uniwersum Marvela powoli zmierza do spektakularnego zakończenia, które odbędzie się w „Avengers 4” w 2019 roku. Pewne wątki wymagają zatem dopowiedzenia lub gwałtownego rozwinięcia. W tym kontekście seans trzeciej odsłony przygód Gromowładnego sprawia wrażenie dzieła niespójnego i nieco chaotycznego. Na szczęście dzieje się wyłącznie na przestrzeni pierwszych minut produkcji – później widz na powrót trafia do znanego wszechświata superbohaterów, wypełnionego intrygującymi bohaterami i nieciekawymi antagonistami (w tym wypadku nie pomógł nawet trafiony kasting Kate Blanchett).

Główne postacie franczyzy oraz poboczni bohaterowie, ważni dla znawców komiksów, wypadają znakomicie, jak zawsze. Tym bardziej, że twórca pozwala mówić kwestie bohaterów językiem i manierą ich odtwórców – tak naturalnych dialogów czy zachowań nie widzieliśmy jeszcze w żadnym innym tytule kinowego uniwersum Marvela. Jeff Goldblum igra ze swoim emploi, niemal parodiując wcześniejsze role. Równie znakomicie wypada duet Hemsworth-Hiddleston (Thor – Loki) – doskonale bezpretensjonalni, samoświadomi pewnej dawki przesady, która wpisana zostaje w ich rolę.

W pewnym momencie widz zaczyna żałować, że Waititi nie związał się z MCU kilka filmów wcześniej.

Twórca doskonale czuje klimat opowiadanej historii – dystansuje się od ukazanej rzeczywistości oraz bohaterów franczyzy, uderzając w celne, pastiszowe tony fabularne. Tytułowy Ragnarok nie dotczy komiksowej postaci cybernetycznego klona Thora, lecz mitologicznego kresu bogów, zaczerpniętego bezpośrednio z nordyckich mitów, z których wywodzi się Asgard, Loki, Odyn oraz znaczna większość świata przedstawionego (ta, należąca do gatunku fantasy).

Na szczęście Waitit zamienia traumatyczną Apokalipsę na międzywymiarową rozróbę. Rozbuchane bitwy na broń białą i palną mogliśmy obserwować już wcześniej m.in. we franczyzie „Underworld”. W „Ragnaroku” wypadają one jeszcze lepiej, obdarte z jakiejkolwiek formy patosu – epickość to najlepsze sformułowanie, generalizujące militarne superlatywy „Thora 3”.

Czego tutaj nie ma? Twórcy umiejętnie epatują kliszami obu gatunków, zwinnie przeplatając je ze sobą. Tolkien spotykał Szekspira dawno, dawno temu w odległej galaktyce. Nad całokształtem produkcji czuć lekkie tchnienie lat ’80 i nostalgicznego kiczu osadzonego w kinie bezpretensjonalnej rozrywki. Taki właśnie jest „Ragnarok” – dostarczający frajdę każdemu widzowi; czasem przez angażującą fabułę, innym razem dzięki wspaniałym bohaterom.

Szkoda zatem, że niektóre pojedynki przedstawione są zbyt nieczytelnie – największe rozczarowanie budzi tutaj długo oczekiwana walka Gromowładnego boga z Hulkiem.

„Thor: Ragnarok” to produkcja, w której nareszcie rozbudowana zostaje postać Zielonego Olbrzyma. Choć „The Incredible Hulk” był jednym z filmów rozpoczynających MCU, twórcy ze studia Disneya zarzekali się, że już nigdy nie zrealizują autonomicznego tytułu, poświęconego najsilniejszemu Avengersowi. Powodem tej decyzji były pozostałości po kryzysie Marvela w latach ’90, gdy wydawnictwo odsprzedało prawa do postaci licznym wytwórniom filmowym. Hulka posiada na własność Universal Pictures – stąd brak możliwości na wyprodukowanie solowego tytułu o Bruce’u Bannerze, w całości zrealizowanego przez Walt Disney Studios oraz Marvela.

Twórcy znaleźli zatem inny sposób na przedstawienie historii Hulka. Opowieść zostanie osadzona w trzech kolejnych tytułach MCU: „Ragnaroku”, „Infinity War” oraz „Avengers 4”. Pozostaje mieć nadzieję, że postać Bannera zostanie rozwinięta – w „Thorze 3” sprawuje on rolę męczącego comic reliefa, nieustannie nakręcającego karuzelę śmiechu.

„Thor: Ragnarok” to klasyczny Marvel bez hamulców – kino superbohaterskie podane w uniwersalnej i relaksacyjnej formie, ze złożami humoru i znakomitymi postaciami. W fabule coś zgrzyta, kolejny szemrany superłotr próbuje przejąć władzę nad światem, lecz widz przymyka na to oko, podziwiając znakomity mix SF, kina miecza i sandałów na modłę „Gladiatora” oraz klasycznego fantasy.

Dyrektorzy i prezesi Marvel Studios zadowoleni są ze współpracy z Taiką Waititi. Pozostaje mieć nadzieję, że „Ragnarok” nie jest ostatnim filmem reżysera, wyprodukowanym w tym uniwersum.

Moja ocena: 7/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...

  • winchester, dom duchów, duch, gotyk, horror, kino grozy, film, kino, bracia spierig winchester, dom duchów, duch, gotyk, horror, kino grozy, film, kino, bracia spierig

    RECENZJA: Winchester. Dom duchów

    Kultowa wytwórnia Hammera znów przenosi odbiorców w czasy gotyku – deski nawiedzonych domów skrzypią,...

  • film polski, recenzja, kino, film, życie, miłość, produkcja, kinga dębska film polski, recenzja, kino, film, życie, miłość, produkcja, kinga dębska

    RECENZJA: Plan B

    Kinga Dębska znów zasiadła przed reżyserską konsoletą, wygrywając najrzewniejsze i najckliwsze melodie filmoznawcze. „Plan...