Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Mięso

Mięso” to kinematograficzny „List do ludożerców”, społeczna makabreska z motywem kanibalistycznym w tle. Julia Ducournau czerpie od najlepszych, tworząc brutalny obraz inicjacji seksualnej, przy tym diagnozując francuskie społeczeństwo. Tym razem Czerwony Kapturek (sztandarowy symbol dziewictwa) posiada duszę Wilka. „Mięso” przyprawiono transową wizją pokolenia millenialsów z menu Xaviera Dolana, całości nadano leciutki posmak body horroru Davida Cronenberga – to zaledwie kilka intertekstualnych tropów, które rozsiano na przestrzeni całej produkcji.

Francuska scena ekstremalna ma się znakomicie, a na jej parkiecie po raz kolejny pojawia się intrygujący i niejednoznaczny tytuł, delikatnie unurzany w estetyce gore. „Martyrs” bazowało na astralnej metafizyce, temacie sekt i luźnym dialogu z teocentryzmem, „Najście” skupiało się na problemie macierzyństwa – tym razem filmowcy znad Loary wzięli na warsztat temat dojrzewania, wkraczania w dorosłość oraz utraty dziewictwa. Całość naszpikowali licznymi kontekstami społecznymi.

Niczym Roman Polański w „Dziecku Rosemary”, Julia Ducournau bada kobiecy umysł w jednym z najbardziej stresujących momentów ludzkiego życia. Choć Justine (Garance Marillier) nie jest w ciąży, wylot z rodzinnego gniazda oraz pierwsze dni w akademiku jawią się jej jako sytuacja równie niewygodna i w takim samym stopniu drastyczna, co oczekiwanie na poród. Twórczyni upodabnia Justine do tytułowej Rosemary, momentami cytując dzieło Polańskiego (scena pożerania surowego mięsa przy otwartej lodówce). Wszystko, by podkreślić ten konkretny typ „kobiety pod presją”.

„Mięso” naszpikowane zostaje licznymi intertekstualnymi tropami. To rodzaj kinematograficznej matrioszki, której każda warstwa i każda scena przekazują (mniej lub bardziej kąśliwą) uwagę społeczną. Jej wydźwięk czasem zamyka się w granicach Francji, innym razem wypełza w stronę innych państw Unii.

Wizja pokolenia Y osadzona zostaje w groteskowym postnaturalizmie, gdzie każda cecha czy postawa znajduje swoje przejaskrawione alter ego. Akademik to rodzaj kastowego społeczeństwa. „Kocenie” dowodzi miejsca poszczególnych osób w hierarchii, a Justine mieszka razem z gejem, który wyraźnie nie wygląda na rodowitego Francuza. Na tej płaszczyźnie „Mięso” to neonowy trip w stronę twórczości Gaspara Noe i Xaviera Dolana – zdominowany zwolnionym tempem, muzyką techno i młodymi-niepokornymi.

Twórczyni garściami czerpie również z nowofalowej sceny greckiej, antropomorfizując bohaterów „Mięsa”. Ich dzika natura swoje korzenie odnajduje w „Kle” Yorgosa Lanthimosa. Już w pierwszych scenach filmu zbiorowość młodych zobrazowana zostaje jako zwierzęta prowadzone na rzeź. Później, gdy oko kamery skupia się na głównej bohaterce, ona również daje upust swojej zwierzęcej naturze, eksponując pierwotność każdym ruchem i czynnością.

Kanibalistyczne popędy głównej bohaterki – choć wciąż brutalne – nie korespondują z produkcjami kina exploitation pokroju „Canibal Holocaust”. Ten rodzaj „mięsa” pochodzi z wysublimowanej francuskiej restauracji, zatem wszystko podane zostaje w elegancki sposób, z dobrym gustem i kontrolowanym kiczem. Gdy główna bohaterka po raz pierwszy kosztuje ludzkiego mięsa (palca), nieprzypadkowo ma ono falliczny kształt – wszystko składa się tutaj na bardzo pojemną metaforę.

Smak „Mięsa” docenili już jurorzy Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej. To danie nieco krwiste, wbrew pozorom nie posiadające zbyt oryginalnego przepisu. Twórczyni przejrzała kilka receptur cenionych kucharzy i postanowiła sama stanąć przy garach. Efekt końcowy jej pracy nie przypadnie go gustu fanom „Piły” i „Hostelu”. Niedzielni widzowie również mogą być zgorszeni wydźwiękiem niektórych scen. „Mięso” to seans dla tych, którzy lubią myśleć na filmie, po filmie – o filmie. Oni wyjdą z kina najedzeni do syta.

Moja ocena: 7/10

„Mięso” trafiło do polskich kin 22 września.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...