Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: LEGO® NINJAGO: FILM

Nie ma co ukrywać, poprzednie kinowe produkcje o Batmanie czy krainie powstałej z klocków LEGO postawiły poprzeczkę bardzo wysoko. „Ninjago” ani w połowie im nie dorównuje. To niesamowicie płytka animacja z przyziemną fabułą i mało wysublimowanym poczuciem humoru. Twórcy celują w dziecięcy target – niestety, całokształt jawi się jako nieudana kopia dwóch poprzednich filmów LEGO, ze skrajnie niewykorzystanym potencjałem i ckliwą historią w tle.

W 2017 roku na ekranach kin goszczą dwie produkcje osadzone w świecie słynnych klocków: „LEGO® NINJAGO: FILM” oraz „LEGO® BATMAN: FILM”. Na tym tle produkcja o plastikowych ninja jawi się jako popłuczyny po znakomitym pastiszu kina superbohaterskiego. Twórcy poszli za marketingowym ciosem, zamiast odpowiednio rozwinąć „Ninjago” – produkt zaprezentowanym widzom to animacja rozczarowująca zarówno najmłodszych, jaki i ich opiekunów.

Jared Stern i John Whittington po raz kolejny stosują tę samą formułę fabuły (wybraniec ratujący miasto przed zagładą), tym razem nie wplatając w nią ani jednego czynnika, stanowiącego o jej oryginalności. Film tylko pozoruje swoją samoświadomość względem przedstawionych klisz i schematów. Niestety, zamiast je wyśmiewać, „LEGO® NINJAGO: FILM” popada w skrajną trawestację oklepanych motywów i wątków.

Animacje ze świata LEGO zawsze posiadały problem z końcowym morałem. Na szczęście w poprzednich tytułach satysfakcjonująca fabuła pozwalała zapomnieć o banalnych wywodach skierowanych do serduszek najmłodszych. W „LEGO® NINJAGO: FILM” ckliwa historia relacji między ojcem a synem rozciąga się niemal na pełny metraż produkcji, nudząc swoją przewidywalnością i sentymentalizmem, wyciskającym łzy niczym niedojrzała cebula.

Nad filmem pracowało sześciu scenarzystów (aż prosi się, o zastosowanie znanego przysłowia o kucharkach i jedzeniu). Spuściznę wizji artystycznej każdego z nich wyraźnie widać na przestrzeni niespójnej historii o grupce wojowników spod znaku „Power Rangers”.

No właśnie, twórcy zdecydowali się osadzić akcję „LEGO® NINJAGO” w świecie ucharakteryzowanym na Daleki Wschód. Kultura Kraju Kwitnącej Wiśni wypełniona jest licznymi kodami kulturowymi – scenarzyści wybierają wyłącznie kilka z nich, porzucając je mniej więcej w połowie produkcji. Tytułowi ninja to grupa bohaterów znanych z seriali dla młodzieży, takich jak „Power Rangers”, czy może bardziej z japońskiego pierwowzoru, „Super Sentai”. Z drugiej strony sceny walk ze złym Garmadonem posiadają w sobie konwencję kaiju movie, którą mogliśmy zobaczyć w tytułach, takich jak „Godzilla” czy „Pacific Rim”.

„LEGO® NINJAGO: FILM” to konstrukcja stworzona z kilku zestawów klocków – pstrokata i chaotyczna, niosąca ujmę studiu, które wcześniej uraczyło widzów „LEGO® BATMANEM” oraz „LEGO® PRZYGODĄ”. Humor celuje albo w dorosłego widza, albo bawi jego milusińskiego, bez złotego środka w postaci dowcipu uniwersalnego. Cytaty w stylu magmy, która rozpuszcza skórę kontrastują z infantylnym wydźwiękiem produkcji.

Lepiej odpuścić sobie ten zestaw klocków i poczekać na kolejny, produkowany z odpowiednim zapasem czasu – niechaj żarty dojrzeją, a intertekstualny woreczek z pomysłami znów wypełni się po brzegi błyskotliwymi konceptami na nową podróż do krainy pastiszu, parodii i intertekstualności.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...