Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Kingsman: Złoty Krąg

Kingsman: Złoty Krąg” to prawdopodobnie najbardziej niepotrzebna kontynuacja wśród tegorocznych premier. Wszystko jest zrobione tutaj na pół gwizdka – kampowa estetyka wieje nudą, twórcy zupełnie nie mają pomysłu na ciekawe rozwinięcie II aktu i tylko kolejne znakomite choreografie walk wynoszą drugą odsłonę „Kingsman” ponad znamiona szarej przeciętności.

Ostatnimi czasy w globalnym kinie blockbusterowym zapanowała moda na pastiszowe filmy akcji – w pełni samoświadome, parodiujące utarte schematy produkcji o niekończącej się amunicji, twardych mężczyznach oraz świecie, któremu należy śpieszyć z pomocą. „Kingsman: Tajne służby” w znakomity sposób obchodziło się z nieco napuszoną i mocno kampową estetyką kina szpiegowskiego spod znaku Jamesa Bonda. Na tym tle „Złoty Krąg” jawi się jako popłuczyny po części pierwszej – mdły, przeciągnięty do blisko dwu i półgodzinnego metrażu, bez spektakularnych fajerwerków (nawet takich, wyskakujących z głów przeciwników).

Vaughn & Goldman – znów tworzą razem film na podstawie komiksu. Niestety, ich szalona wizja skrajnie przeestetyzowanego kina akcji nie działa już tak dobrze, jak w „Kick-Assie” czy pierwszych „Kingsmanach”. Zaczyna się wybornie i kończy równie spektakularnie. Brakuje tylko najdłuższej części – środka widowiska. Twórcy wypełniają go banalnymi kliszami i męczącymi schematami. Uczciwie przyznajcie – kto poszedł na „Kingsman 2”, by oglądać miłosne problemy Eggsy’ego? Na całym globie nie znajdzie się taka osoba.

Jeśli w filmie nie pojawia się wątek miłosny, twórcy celują w szaletowy humor (seksualne gagi trafiają w poziom „American Pie”). Motyw kanibalizmu w konwencji czarnej komedii też przekracza granice dobrego smaku – naturalnie, wszystko na modłę kina klasy B, ale i te posiada pewne wytyczne.

Na szczęście fabularne potworki pojawiają się wyłącznie w II akcie i ostatecznie zostają zgładzone znakomitym aktem III.

W produkcji znajdziecie wiele ciekawych motywów – niestety, nie zostają one odpowiednio rozwinięte. Twórcy prezentują amerykańską organizację, bliźniaczo podobną do brytyjskich Kingsmanów. O ile jednak Brytyjczycy to elokwentni dżentelmeni, tak ich kuzyni zza wielkiej wody to stereotypowi kowboje na modłę włoskich spaghetti westernów.

Twórcy bawią się estetyką Teksasu oraz kodami kulturowymi zakorzenionymi w konwencję filmów o Dzikim Zachodzie. Parodystyczna wizja agentów specjalnych, ratujących świat za pomocą koltów i laserowego lassa to spełnienie marzeń każdego fana kina klasy B. Tym bardziej boli fakt, iż Vaughn i Goldman nie zdecydowali się jeszcze bardziej rozwinąć ich uniwersum oraz gadżetów.


Najmocniejszą stroną „Kingsmanów” znów staje się znakomity kasting. Colin Firth jako dżentelmen ponad dżentelmenami i stereotypowy Brytyjczyk po raz kolejny podbija serca fanów na całym świecie. Równie znakomicie wypada obsada kowbojów z Teksasu – stary wyga z koltem u boku to rola niemal stworzona dla Jeffa Bridgesa. Równie ciekawie jawi się Pedro Pascal, który szerszej części publiczności znany jest z serialu „Narcos”. „Złoty Krąg” również dotyka sprawy karteru narkotykowego – rola agenta Whiskey jest zatem znakomitą autoparodią jego kreacji z Netflixa.

A skoro o autoparodii mowa – Elton John daje tu popis olbrzymiego dystansu do swojej osobistości, znakomicie wpasowując się w przeestetyzowaną konwencję filmu.

„Kingsman: Złoty Krąg” z pewnością nie jest bękartem ery adaptacji powieści graficznych. To pastiszowa krzyżówka „Narcosa” z gadżeciarskim kinem akcji. Całość, zobrazowana za pomocą skrajnie współczesnego montażu i znakomitych scen choreograficznych, wciąż budzi dziecko w każdym dorosłym odbiorcy filmów.

Seans ma swoje „momenty” – dla nich warto wybrać się do kina. Nie oczekujcie jednak powtórki ze znakomitych „Tajnych służb”.

I uważajcie na kampanię reklamową – ona zdradza fabułę aż do III aktu!

Moja ocena: 5/10

Film trafił do kin 22 września. Dostępny w sieci Multikino, CinemaCity oraz Helios.

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...