Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Powiernik królowej

Powiernik królowej” to nic innego, jak pomysł na zgrabną krótkometrażówkę, niepotrzebnie rozciągniętą do formatu pełnego metrażu. Od drugiej sekwencji akcja nie rozwija się i tylko Judi Dench wiernie, z dużą wrażliwością wciela się w postać tytułowej królowej Wiktorii. Otacza ją dwór łopatologicznych postaci wyjętych z ram slapstickowej komedii oraz skrajnych, zatwardziałych konserwatystów – lewicowych karykatur.

Polska dystrybucja ciekawie rozłożyła kinowe premiery na ubiegły piątek. Z jednej strony otrzymaliśmy pulpowe kino akcji, w którym główny bohater kieruje się pragnieniem zamordowania wszystkich terrorystów (czy jak to niemal zostało ukazane w filmie – całkowitą eksterminacją Irakijczyków), z drugiej strony na dużym ekranie gości produkcja całkowicie pro uchodźcom, szydząca z wszelkich narodowych szowinistów i wszechobecnej nietolerancji.

Za kamerą stanął twórca „Królowej”, Stephen Frears; historię napisał autor „Billy’ego Elliota”, Lee Hall. Czy coś mogło nie wyjść – jak widać sporo…

Stephen Frears drugi raz z rzędu sięga do hollywoodzkiego woreczka z historiami pseudobiograficznymi (luźne bazowanie na faktach podkreślone zostaje zwrotem do widza już w pierwszych minutach „Powiernika”), tworząc słodko-kwaśny portret starszej damy. Podobnie jak w „Boskiej Florence” wszystko jest tutaj przerysowane i traktowane z przymrużeniem oka, a tytułowa bohaterka wręcz epatuje swoim ekscentrycyzmem. Niestety, wraz z wstąpieniem na brytyjski dwór fabuła zaczyna się zapętlać, żarty powielają się, a teza wyjściowa powtarzana jest i wpajana niemal do samych napisów końcowych.

W gruncie rzeczy „Powiernik królowej” jest filmem o budowaniu mostów między obcymi kulturami. Jedynie królowa Wiktoria jest zafascynowana swoim młodszym przyjacielem z Indii, jego obyczajami i muzułmanizmem – resztę dworu wzburza zachowanie Jej Królewskiej Mości i jak najszybciej pragną oni pozbyć się hinduskiego służącego. Na tym motywie zamyka się fabuła 107 minutowej produkcji Frearsa. Właściwie zdradziłem Wam już temat II i III aktu.

„Powiernik królowej” to historia ważna, szczególnie w dzisiejszych czasach, jednak jej czar pryska wraz z kolejnym zapętleniem się wątku czy powtórnym użyciem tego samego żartu. Brakuje jakiejkolwiek historii pobocznej, która pozwoliłaby odpocząć odbiorcy.

Skoro Stephen Frears zrealizował produkcję łamiącą stygmatyzację mieszkańców Bliskiego Wschodu, jako tych gorszych od snobistycznych Europejczyków, aż dziw bierze, że w oryginalne „Powiernik królowej” nosi tytuł „Victoria and Abdul”. Naturalnie, twórcy celowo zrezygnowali z królewskiego tytułu, jednak „Abdul” wciąż pozostaje niemal memicznym i niegrzecznym określeniem na człowieka posiadającego ciemniejszy odcień skóry.

Nominowany do Oscara twórca „Królowej”, Stephen Frears doskonale wie, jak zobrazować królewski dwór. Przepiękne wnętrza, kosztowne stroje i znakomite akcesoria – tylko bohaterów brakuje. Zamiast nich w filmie występuje tłum zapożyczony z pobliskiego planu zdjęciowego mało wysublimowanej komedii. Aktorzy stroją dziwne miny, scenarzysta powtarza swój żart, a magia dowcipu z „Boskiej Florence” ulatuje wraz z każdą sceną.

Finalnie „Powiernik królowej” zostaje zagrany wyłącznie przez Judi Dench i nieco mniej utalentowanego Aliego Fazala. To oni uderzają w emocjonalne tony, bawiąc i wzruszając. Reszta obsady schodzi na dalszy plan, mimo wielu znakomitych nazwisk, takich jak Michael Gambon („Harry Potter i Książę Półkrwi”) czy Eddie Izzard („Walkiria”).

Prosta, ponadczasowa historia o tolerancji i obdarciu z kulturowych stygmatyzacji oraz relacji z drugą osobą wyłącznie poprzez jej charakter oraz inteligencję – takich cech z pewnością nie można odmówić „Powiernikowi królowej”. Niestety, słodko-kwaśny charakter produkcji jest zdecydowanie zbyt słodki, a jego słodycz zabija pokłady goryczy i smutku, jakie w gruncie rzeczy kryją się w opowieści o samotnym władcy i równie samotnym cudzoziemcu.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...