Znajdź nas na

Recenzje

RECENZJA: Renegaci

Gdyby Indiana Jones musiał wstąpić do wojska, z pewnością tak wyglądałyby jego wspomnienia z koszar. „Renegaci” to przygodowe kino akcji wyjęte z kosza wyprzedawanych płyt DVD. Awanturnicza maniera szelmowskich historyjek odziana zostaje w amerykański mundur i wysłana na wojnę na Bałkanach. Niestety, całość zaprzepaszcza zupełny brak więzi z bohaterami i nuda, głęboka jak jezioro, na dnie którego znalazł się drogocenny skarb nazistów.

Film otwiera skrajnie przesadzona sekwencja przejęcia serbskiego generała. Oto grupka nieco bardziej zmilitaryzowanych Jamesów Bondów przemierza ulice Sarajewa w czołgu, niszcząc połowę armii wroga. I nie byłoby w tym nic złego, w końcu Szybcy i wściekli dostatecznie zagięli już wszelkie prawa kinematograficznej fizyki, gdyby twórcy – mimo przymrużonego oka w pewnych dialogach i poszczególnych sytuacjach – nie traktowali tej akcji poważnie. Nawet ścieżka dźwiękowa brzmi tutaj, jakby Steven Quale próbował dorównać widowiskom o Agencie 007 – nie tą drogą proszę pana, nie tymi środkami.

W taki sposób skonstruowana jest właściwie cała produkcja. Wygląda jak film w zupełności skrojony pod męskie spotkanie przy chłodnym piwie i paczce chipsów. Niestety wciąż otrzymujemy dziwne komunikaty, jakby twórcom chodziło o coś więcej. W gruncie rzeczy chodzi – to kolejna historia pseudowojenna, gloryfikująca amerykańską armię najbardziej tanimi środkami manipulacji – SAS nie wygrywa tu strzelbą, lecz gołębim sercem.

Amerykańskie wojaczki to grupka cwaniaków, zachowujących się jak paczka dobrych kumpli z kina lat ’80 i ’90. Dialogi jak w „Zaginionym w akcji”, relacje rodem z „Top Gun”, a one-line’ów nie powstydziłby się sam Schwarzenegger w najbardziej ikonicznych wcieleniach. Szkoda tylko, że Luc Besson i Richard Wenk nie potrafi rozpisać ich charakterów, nie wykraczając poza jeden epitet. W rzeczywistości „parszywa piątka” składa się z szarych mas, opatrzonych słabo rozwiniętym wachlarzem cech. Z szarą masą trudno jest się utożsamić, jeszcze trudniej nawiązać nić porozumienia – dlatego ich losy nie obchodzą nas zupełnie na przestrzeni całego filmu.

Największy zarzut, jaki można wytoczyć filmowi to kompletna nieczytelność. Mrok panujący w każdej scenie podwodnej sprawia, że widz nie jest w stanie zrozumieć wykonywanych przez bohaterów czynności. Podobnie mają się sceny pojedynków na gołe pięści – mimo że operator i montażysta odeszli od zdynamizowanej formy rodem z produkcji o Jasonie Bournie, a aktorzy wcielający się w zawadiackich protagonistów wyraźnie znają sztuki walk, rozchwiana kamera w zupełności zaciera jakiekolwiek ruchy w trakcie koszarowych szranków.

I tylko J.K. Simmons sprawia, że film gwałtownie wzrasta w oczach widza. Jego postać sarkastycznego generała ujmuje pokładami wrażliwości oraz przewrotnym humorem. Jest jak oaza na pustyni nijakości, reprezentowanej przez „Renegatów”. Naturalnie, aktor bawi się w ten sposób kliszami o dobrym szefie, co trzyma sztamę z niesubordynowanymi podwładnymi – robi to jednak w nad wyraz gustowny sposób. Aż chciałoby się prosić o spin-off poświęcony wyłącznie jego postaci.

Niby wojsko, a samowolka jak w „Jak rozpętałem II Wojnę Światową”, niby kino przygodowe w awanturniczej konwencji a la Indiana Jones, a sekwencja wydobycia skarbu nieczytelna jak japońskie znaki dla Europejczyka. „Renegaci” od samego początku wyrafinowaniem nie grzeszą, jednak im dalej pod wodę, tym bliżej dna – każda kolejna scena wtłacza w film jeszcze więcej absurdu. Finalnie „Renegaci” stają się czystym, średniobudżetowym kiczem o kilku cwaniaczkach, co po złoto nazistów popłynęli w ciemną toń jeziora na Bałkanach.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również

Kliknij aby skomentować

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama

Polecane

Więcej z Recenzje

  • RECENZJA: Wyspa Psów

    Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Wes Anderson znakomitym reżyserem jest. Twórca wypracował swój...

  • RECENZJA: Pitbull. Ostatni pies

    Pitbull nadal gryzie, choć Władysław Pasikowski stępił przaśne pazurki dwóch wcześniejszych odsłon na rzecz...

  • czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU czarna pantera, film, superbohater, marvel, postać, film, widowisko, wakanda, uniwersum, postać, MCU

    RECENZJA: Czarna Pantera

    Marvel miażdży konkurencję! Kinowe uniwersum DC, nawet najnowsze odsłony franczyzy X-Men – nic nie...

  • RECENZJA: Nowe oblicze Greya

    Społeczny fenomen na skalę globalną powraca. Tytuł oferujący równie dużo komercyjnej perwersji, co karkołomnego...